fbpx Gazeta.pl: Świat bez emerytur Morawieckiego byłby lepszy. Raport ekonomistów krytykuje pomysł PPK | GRAPE

Gazeta.pl: Świat bez emerytur Morawieckiego byłby lepszy. Raport ekonomistów krytykuje pomysł PPK

Gazeta.pl: Świat bez emerytur Morawieckiego byłby lepszy. Raport ekonomistów krytykuje pomysł PPK

Na przegłosowywanych właśnie w parlamencie Pracowniczych Planach Emerytalnych (PPK) straci 74 proc. obecnie żyjących Polaków, w tym 96 proc. emerytów - twierdzą ekonomiści ośrodka badawczego GRAPE w raporcie opublikowanym w piątek.

O kolejnej reformie emerytalnej - właśnie w postaci PPK - lubią opowiadać politycy PiS i sam premier. Mateusz Morawiecki podkreślał zresztą duże znaczenie tego programu dla gospodarki i zwykłych Kowalskich już wtedy, gdy był wicepremierem w rządzie Beaty Szydło. Za chwilę forsowana przez niego ustawa o PPK wejdzie w życie, ale jej zalety są mocno dyskusyjne. Wynika tak z nowego raportu ośrodka badawczego GRAPE.

- Najważniejszy wniosek z ewaluacji projektu PPK jest taki, że świat bez PPK jest lepszy niż świat z PPK. Pomimo dobrowolnego uczestnictwa w PPK, 74 proc. obecnie żyjących Polaków traci na jego wprowadzeniu (w tym 96 proc. emerytów) – czytamy na początku opracowania.

Jak mają działać emerytury Morawieckiego? 

Przypomnijmy krótko, jak ma działać proponowany przez PiS i Morawieckiego nowy filar systemu emerytalnego.

Jest on przeznaczony dla osób zatrudnionych na umowie o pracę, którzy będą mogli odkładać w PPK od 2-4 proc. wynagrodzenia, a dodatkowo pracodawca będzie dokładał 1,5-4 proc. pensji. Każdy uczestnik PPK ma też otrzymać na zachętę opłatę powitalną w wysokości 200 zł i roczną dopłatę z budżetu w wysokości 240 zł.

Duże firmy będą miały obowiązek zapisywania pracowników do PPK od lipca 2019 r., a potem ten obowiązek będzie dotyczył coraz mniejszych przedsiębiorstw.

Pieniądze, które zgromadzimy w PPK (plus zyski od inwestycji kapitałowych, które przyniosły) będą nam wypłacane, gdy przejdziemy na emeryturę w miesięcznych ratach przez 10 lat. Po tym okresie znowu będziemy dostawać tylko „gołą” emeryturę. Można co prawda wypłacić środki z PPK jednorazowo, ale to się nie opłaca, bo państwo zabierze wtedy 30 proc. zgromadzonych tam pieniędzy.

A co po 10 latach?

Ekonomiści z GRAPE twierdzą, że PPK nie rozwiązuje najważniejszego problemu przyszłych emerytów, bo nie pomaga odpowiedzieć na pytanie, jak rozłożyć oszczędności, by na pewno starczyło nam na życie do ostatnich dni. To wynika właśnie z faktu, że mimo wielu lat oszczędzania w Planie Emerytalnym dostaniemy tylko 10 lat dodatku do emerytury. Niby dużo, ale czas życia się wydłuża. Ryzyko, że końcówkę życia spędzimy tylko z „podstawową” emeryturą jest całkiem spore.

Poza tym ten „dziesięcioletni” dodatek do naszej emerytury to nie będą żadne kokosy. To wynika z prostego faktu, że do OFE trafiało 7.3 proc. naszych zarobków, a do PPK będzie trafiało obowiązkowo jedynie 3,5 proc. zarobków. - Maksymalne 8 proc. zarobków dotyczyć będzie tylko tych osób, które zdecydują się na dobrowolne zwiększenie składki – przypomina GRAPE. I można być pewnym, że takich zapobiegliwych „szczęśliwców” będzie naprawdę niewiele.

Autorzy raportu dodają zresztą, że program PPK w bardzo małym stopniu wpłynie na zmniejszenie ubóstwa wśród emerytów.

Rząd nie da nam sam dopłat – to my za nie zapłacimy 

Co gorsza wspomniane dopłaty do Planów i opłaty na zachętę to nie manna z nieba. Te pieniądze rząd musi wypłacić nam z budżetu.

- PPK generuje koszty fiskalne: dopłata na start i coroczna dopłata dla osób składkujących w PPK to koszty, które budżet państwa musi ponieść już teraz, których korzyści dla obywateli w postaci wyższych emerytur odczuwalne będą dopiero po latach/dekadach, tj. gdy członkowie PPK przejdą na emeryturę. Dopłaty te wyniosą 35 proc. środków odprowadzanych do PPK – czytamy w opracowaniu ekonomistów z GRAPE.

Te pieniądze w budżecie gdzieś trzeba będzie znaleźć- ciąć wydatków nikt nie chce, więc trzeba będzie podnieść podatki.

-  Łącznie, konieczny będzie wzrost VAT o 0,7 punkta procentowego (w scenariuszach zakładamy, że w całości wzrost ten zostanie sfinansowany przez VAT, naturalnie możliwe jest oszacowanie efektów w przypadku innej decyzji fiskalnej) – wyliczyli autorzy opracowania.

Starsi i dziadki zrzucą się na młodszych 

Pomysł PiS z emeryturami w ramach PPK ma jeszcze jedną wadę. - Korzyści i koszty wprowadzenia PPK nie rozkładają się równomiernie pomiędzy rocznikami – zauważają ekonomiści.

Koszty poniosą wszyscy, a skorzystają tylko osoby aktywne zawodowo. Im młodsze (zostało im więcej aktywności zawodowej z PPK), tym skorzystają bardziej. Osoby będące w czasie wprowadzania PPK na emeryturze lub stosunkowo blisko zakończenia aktywności zawodowej, poniosą koszty fiskalne na takich samych zasadach jak pozostali, ale nie skorzystają na ulgach i dopłatach w PPK. Dlatego na wprowadzeniu PPK tracą niemal wszyscy emeryci. A wśród obecnie pracujących straci na tym 67 proc. osób.

Małe plusy dla gospodarki 

Twórcy pomysłu PPK podkreślają, że nowy program pozwoli zwiększyć zasoby kapitałowe w Polsce – pieniądze ze składek do PPK będą inwestowane w rozwój naszego gospodarki. GRAPE jest i tutaj ostrożne.

- Wzrost oszczędności w gospodarce będzie jednocześnie znacznie niższy niż prognozowany w uzasadnieniu do projektu ustawy. Każda złotówka odprowadzona do PPK zostanie skompensowana zmniejszeniem dobrowolnych oszczędności własnych o 73 grosze – twierdzą ekonomiści z GRAPE.

Dlaczego? - Zwrot zarobiony na dobrowolnych oszczędnościach podlega podatkowi od zysków kapitałowych, podczas gdy środki ulokowane w PPK są z tego podatku zwolnione. Dlatego, gdy w gospodarce pojawia się możliwość ulokowania oszczędności emerytalnych w PPK, ta opcja jest preferowana. Zamiast zwiększyć oszczędności, ludzie przenoszą środki z depozytów i inwestycji do PPK. Ten efekt, nazywany efektem wypychania, wyniesie ok. 73 grosze z każdej odłożonej w PPK złotówki. Oszczędności łącznie wzrosną więc o ok. 1 proc. w porównaniu do sytuacji, gdyby PPK nie było – tłumaczą autorzy raportu.

Top w praktyce oznacza, że po ok 50 latach od wprowadzenia PPK, poziom PKB będzie wyższy o 0,6 proc., niż gdyby nie było w gospodarce obowiązkowego instrumentu oszczędzania na emeryturę.

[link]

Więcej w raporcie.