Pieniądze szczęścia nie dają?

Pieniądze szczęścia nie dają?

Marcin Lewandowski

W teorii odpowiedź wydaje się trywialna. Wyższy dochód powinien dawać większą autonomię, pozwalać wieść życie bardziej dostatnie, zdrowsze, odporne na przejściowe kryzysy, czyli po prostu szczęśliwe. Rzeczywistość – jak zwykle – jest trochę bardziej skomplikowana.

Zacznijmy od pytanie, czy w ogóle da się zmierzyć coś tak ulotnego, jak ludzkie szczęście? Najprostsza odpowiedź brzmi „tak”. Naukowcy zamiast toczyć spory o definicje, stworzyli kwestionariusze pozwalające ocenić poziom satysfakcji z życia. Co ciekawe, okazały się one zaskakująco miarodajne. Samooceny w nich zawarte są stabilne w czasie i spójne z ocenami najbliższych, a także zbieżne z innymi miarami zadowolenia z życia, jak np. intensywność uśmiechu czy łatwość przywoływania pozytywnych wspomnień. 

Przeniesienie ciężaru na badania empiryczne pozwoliło dokonać frapujących odkryć. Noblista Daniel Kahneman i Angus Deaton (2010) ujawnili ciekawą rozbieżność w tym, jak siebie samych postrzegamy Inaczej doświadczamy życia tu i teraz, a inaczej oceniamy je z dystansu. Pierwsze jest niefiltrowane, drugie zaś przefiltrowane przez sumę naszych wyselekcjonowanych wspomnień, oczekiwań i aspiracji. 

Weźmy przykład wyjazdu wakacyjnego. Pierwsze „ja” przeżywa urlop tu i teraz, dzień po dniu. Drugie będzie go wspominać i oceniać skupiając się na najbardziej intensywnych doznaniach oraz ostatnich chwilach wycieczki, ignorując długość jej trwania. Czyli ostatni dzień urlopu – deszczowy i nerwowy – będzie bez znaczenia dla pierwszego „ja”, zaś nieproporcjonalnie mocno wpłynie na ocenę całego wyjazdu przez nasze drugie „ja". 

Podobnie jest z pieniędzmi. Okazuje się, że wzrost zarobków powyżej pewnego poziomu (75 tyś. dolarów rocznie w USA) nie ma większego znaczenia dla naszej oceny doświadczeń tu i teraz. Natomiast dla całościowej satysfakcji z życia – wrażliwej na społeczne oczekiwania, prestiż i aspiracje – już ma: rośnie wraz z zarobkami. Zatem pieniądze szczęście dają i nie dają jednocześnie. 

Bliżej relacji pieniędzy ze szczęściem przyjrzał się Matthew A. Killingsworth z uniwersytetu w Pensylwanii (2021). Sięgnął po nieco inna metodologię i przebadał więcej osób. Co się okazało? Wzrost zarobków powyżej pewnego progu (80 tyś. dolarów rocznie) mniej wpływa na nasze „tu i teraz” niż na ogólną satysfakcję z życia, ale jednak wpływa. Przy czym do wspomnianego progu, wzrost zarobków pozwala raczej ograniczyć negatywne doświadczenia w życiu, zaś powyżej niego – zwiększyć liczbę momentów pozytywnych. Dzieje się tak głównie dzięki zwiększeniu poczucia kontroli nad własnym życiem i zmniejszeniu niepewności finansowej.

Tyle o szczęściu w skali mikro, a co z makro? Czy wzrost dochodu narodowego przekłada się na szczęście obywateli? Odpowiedź – jak zwykle – brzmi: to zależy. Z jednej strony Diener, Tay i Oishi przekonują, że wzrost dochodów gospodarstw domowych przekłada się na satysfakcję z życia. A O’Connor stwierdził, że kryzysy unieszczęśliwiają społeczeństwa

Z drugiej strony Richard A. Easterlin, znany badacz zależności między dobrostanem populacji a zmianami PKB, dowodzi że w długim okresie nie ma związku między średnią satysfakcją z życia w społeczeństwie a wzrostem PKB per capita. Jako społeczeństwo szybko się do wyższego standardu życia przyzwyczajamy.

Za przykłady podaje Stany Zjednoczone, gdzie średni poziom satysfakcji z życia pozostaje niezmieniony od 70 lat, choć realne PKB per capita w tym czasie wzrosło trzykrotnie. Podobnie jest w Chinach, gdzie średnia satysfakcja z życia jest taka sama jak w 1990 roku, mimo że realny PKB per capita wzrósł przez ten czas pięciokrotnie. Bardziej niż PKB związek ze szczęściem miała wysokość bezrobocia czy system wsparcia materialnego od państwa

PKB szczęścia nie daje, pieniądze mogą, ale nie muszą.

Dziennik Gazeta Prawna

Tags: 
Tłoczone z danych