Polityczne eksperymenty

Polityczne eksperymenty

Łukasz Krzempek

Współcześni ekonomiści samookreślają się na tle innych badaczy społecznych nie tylko poprzez obszar zainteresowań, ale również – a może nawet przede wszystkim – metodologię. Lubuję się w wykorzystywaniu modeli matematycznych i rozwijaniu narzędzi statystycznych adekwatnych do trudnego zadania analizowania danych społeczno-gospodarczych. Trudnego przede wszystkim ze względu na to, że w przeciwieństwie do fizyków, chemików, czy biologów, nie dysponują dokładnie takimi danymi, jakich akurat potrzebują, uzyskiwanymi w drodze eksperymentu, a zadowolić się muszą tymi, które uda się odzyskać z obserwacji gospodarki. Z reguły dalekie są one od stanu pożądanego: brakuje przede wszystkim scenariuszy kontrfaktycznych, a także bezpośredniego wyizolowania wpływu badanego efektu od równocześnie toczących się innych procesów.

Nic więc dziwnego, że tak duże zainteresowanie badaczy wzbudzają tak zwane naturalne eksperymenty – zjawiska losowe stawiające ludzi w niestandardowej sytuacji i pozwalające zaobserwować ich reakcję. Ekonomiści rzucają się na takie dane z ochotą, nawet gdy wychodzą one poza tradycyjną domenę ekonomii, przykładowo w kierunku nauk politycznych. Tak też uczynili Jesus Fernandez-Villaverde i Carlos Sanz, kiedy niespodziewanie, wskutek wewnątrzpartyjnych sporów, hiszpańska partia Vox nie wystawiła swoich kandydatów w okręgu Teneryfy w wyborach parlamentarnych w 2023 roku. Partia ta klasyfikowana jest w nowej fali europejskiego „alt-rightu” – radykalnej prawicy orientującej się wokół silnie zarysowanych postulatów tożsamościowych, dotyczących imigracji czy globalizacji, i odróżniającej się tym samym od dominującej w zachodnioeuropejskiej polityce 2 połowy XX wieku centroprawicy, odwołującej się czy to do klasycznego liberalizmu, czy chrześcijańskiej demokracji. Autorzy określają te dwie grupy skrótowo jako RR („radical right”) i CR („classical right”).

Jednym z kluczowych obszarów zainteresowania politologów w ostatnich latach jest to, na ile ta nowa prawicowa propozycja ideowa jest rozwinięciem poprzedniego programu, a więc celuje w podobny profil wyborców, a na ile jest to nowa pozycja polityczna, klasyfikowana wspólnie jako „prawica” jedynie ze względu na uproszczenia terminologiczne, a w rzeczywistości celująca w zupełnie inne grupy społeczne. Przesłanką na rzecz tej drugiej hipotezy są m.in. obserwacje z Francji czy Niemiec, gdzie partie należące do grupy RR osiągają największe sukcesy w obszarach tradycyjnie lewicowych, a także wśród wyborców z klasy robotniczej. Z drugiej natomiast strony, faktyczna polityczna współpraca i zdolności koalicyjne kazałyby w dalszym ciągu klasyfikować RR bliżej CR.

Najbardziej wiarygodnym źródłem przekrojowych informacji na temat poglądów politycznych w społeczeństwie są oczywiście wyniki wyborcze, ale tutaj pojawia się problem braku obserwacji „drugiej preferencji” – nie wiemy, czy w przypadku braku partii RR, jej wyborcy zdecydowaliby się zagłosować na tradycyjną prawicę, czy też na przykład partię socjalistyczną. Lukę tę starają się wypełnić badania ankietowe i sondaże, ale z uwagi na fakt, iż tematy polityczne są dla wielu ludzi szczególnie newralgiczne, ich rezultaty uznaje się za relatywnie mniej wiarygodne. Obserwowany jest zwłaszcza efekt częstszej odmowy odpowiedzi, czy nawet nieprzyznawania się do faktycznych preferencji, wśród wyborców partii radykalnych, co prowadzi do obciążenia wyników.

Pod tym względem hiszpański naturalny eksperyment stanowi remedium niemal doskonałe. Okazuje się bowiem, że Teneryfa to okręg dość reprezentatywny, z wynikami pozostającymi zazwyczaj w okolicy krajowej mediany. Co więcej, system wyborczy jest proporcjonalny, co eliminuje motywy do głosowania strategicznego. Na dodatek ledwie dwa miesiące przed omawianymi, miały miejsce na Teneryfie wybory lokalne, w których partia Vox startowała. Jej nagła absencja, spowodowana czynnikami nieskorelowanymi z zachowaniem wyborców, pozwala zatem ustalić wpływ tej nieobecności na wyniki innych partii, w efekcie odzyskując rozkład „drugich preferencji” znacznie bardziej prawdopodobny, niż będący rezultatem badania ankietowego.

Rezultaty doskonale obrazują pułapkę, w jaką możemy wpaść opierając się jedynie na danych ankietowych. Pomimo tego, że ponad ¼ wyborców Vox oceniła zgodność swoich poglądów z konserwatywną Partią Ludową na nie więcej niż 3 w skali od 0 do 10, ugrupowanie to przejęło według szacunków autorów 83% głosów wyborców Vox na Teneryfie. Nasuwa się tu podobieństwo do ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce – gdzie w drugiej turze Karolowi Nawrockiemu udało się pozyskać wystarczający odsetek wyborców Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna, a więc kandydatów opierających swoją narrację na krytyce partyjnego mainstreamu.

Część wyborców Vox dała jednak argumenty zwolennikom teorii o bardziej fundamentalnej różnicy między RR a CR. Przede wszystkim oddając głosy nieważne, których wzrost o ponad 2/3 w porównaniu z poprzednimi wyborami w znacznej mierze przypisać można nieobecności Vox. Zyskała w pewnym stopniu również lewica: dwóm główym partiom lewicowym nieobecność Vox przyniosła odpowiednio 1 i 0.5 punktu procentowego więcej. Ostatecznie z analizy wynika, że blok prawicy, liczony jako suma wyników Partii Ludowej i Vox, zyskałby dodatkowe 2.21 punktu procentowego gdyby to drugie ugrupowanie uczestniczyło w wyborach.

Artykuł Fernandeza-Villaverde i Sanza nie udziela zatem jednoznacznych  rozstrzygających odpowiedzi na pytanie o profil elektoratu „nowej prawicy”, ale z pewnością stanowi pierwszy krok na drodze ku jego usystematyzowanemu rozumieniu. Krok tym cenniejszy, że rzadkość i nieprzewidywalność eksperymentów naturalnych nie pozwala nam przewidywać, kiedy następnym razem uzyskamy informacje o porównywalnej wartości. Do tego czasu dla politologów, partii politycznych, czy sondażowni, rezultaty tej analizy stanowić będą jedną z najsolidniejszych podstaw do prowadzenia analiz dynamiki systemów partyjnych czy przepływów elektoratu.

Dziennik Gazeta Prawna, 3 lipca 2026 r.