Największe muzeum we Wszechświecie
Jeszcze dziesięć-dwadzieścia lat temu w narracji dominował przekaz ostrzegający nas przed przeludnieniem. Gwałtowna dynamika przyrostu ludności w Afryce czy Indiach miała doprowadzić do braków wody, żywności i innych zasobów na Ziemi. Jednak współcześnie globalny przyrost populacji wyraźnie spowalnia. W wielu krajach zbliża się do granicy zastępowalności pokoleń, lub już jest poniżej (jak w Polsce). Co więc jeśli prawdziwym końcem naszej cywilizacji nie będzie upadek po ciężarem ludności, a powolne wymieranie?
Ekonomista Charles I. Jones stawia bezlitosną tezę: jeśli populacja świata zacznie się kurczyć, być może nasza cywilizacja nie tylko przestanie się rozwijać, a wręcz zacznie się zwijać. Bazując na danych makroekonomicznych i demograficznych buduje model. Jedną z jego charakterystycznych cech jest źródło wzrostu gospodarczego: ludzie. Zdaniem Jonesa, im większa populacja tym więcej mamy potencjalnych naukowców i inżynierów. Naukowcy i inżynierowie rozwijają technologię, która jest kluczowa dla rozwoju gospodarczego. Działa tu prosta statystyka: im więcej ludzi, tym więcej potencjalnych Einsteinów i Pasteurów. Co więcej, idee mają tę cudowną właściwość, że z jednego pomysłu (jak np. receptura szczepionki na wściekliznę) mogą korzystać miliony ludzi jednocześnie. Co za tym idzie, w przeciwieństwie do surowców jak węgiel czy gaz, im nas więcej tym więcej nowych idei mamy na głowę. Co jednak kiedy masa naukowców zacznie się kurczyć?
Jones stawia nas przed dwoma scenariuszami dla światowej gospodarki. Pierwszy z nich nazywa Rozszerzającym się Kosmosem. To scenariusz w którym byliśmy przez ostatnie plus-minus 200 lat. Następuje w nim trwały wzrost populacji, technologii i standardu życia. Drugim ze scenariuszy jest Pusta Planeta. To pułapka, która zadaniem Jonesa, czeka nas, kiedy nasza populacja zacznie spadać. W takim świecie ludzkość zamiast zajmować się rozwijaniem latających samochodów, będzie zmuszona przenosić coraz większe środki na opiekę nad seniorami i utrzymanie istniejącej infrastruktury. Innowacje zwyczajnie przestaną być priorytetem. Rozwój naukowy stopniowo zamiera. Brak nowych technologii nie pozwala na podnoszenie wydajności pracy. Standard życia będzie rosnąć coraz wolnej, następnie zastygnie by w końcu zacząć podupadać. Zatem zdaniem Jonesa, jeśli będziemy zwlekać z wprowadzaniem prorodzinnych polityk w celu poprawy dzietności, czeka nas powolny upadek.
Wizja rysowana przez Jonesa nie powinna być rozważana jedynie w kategoriach science-fiction. Chociaż oczywiście jego dywagacje nie mają charakteru prognozy, to oznaki scenariusza Pustej Planety są widoczne już dzisiaj. We współczesnej Europie wszystkie kraje mają wskaźnik dzietności poniżej zastępowalności pokoleń. Nawet we wspomnianych wcześniej Indiach, dzietność gwałtownie spadła i jest obecnie niedostateczna do utrzymania populacji na stałym poziomie. Należy też jeszcze raz podkreślić, że problemem malejącej ludności może nie okazać się brak rąk do pracy w polu i fabrykach. Media przyzwyczaiły nas do martwienia się. Pytamy: kto zapracuje na moją emeryturę? Z perspektywy ludzkości prawdziwym problemem nie jest jednak wydolność ZUSu, tylko malejąca liczba naukowców i inżynierów. Bez nowych pomysłów, zostaniemy populacją kustoszy, która konserwuje jedynie symbole chwały dawnych pokoleń.
Dlaczego jednak w ogóle ludzkość wpada w pułapkę Pustej Planety? Dlaczego wolny rynek sam tego nie naprawi? Jones zauważa, że posiadanie dziecka wiąże się z tzw. efektami zewnętrznymi. Kiedy rodzice decydują się na dziecko, rozpatrują to ze swojej perspektywy. Ważą szczęście, które przyniesie im dziecko z kosztami jego przyszłego utrzymania. Nie uwzględniają jednak korzyści, które przyniesie ono społeczeństwu. Żaden rodzic nie kalkuluje z jakim prawdopodobieństwem jego pociecha opracuje lek na chorobę Huntingtona. Dlatego indywidualne decyzje rodzin prowadzą do poziomu dzietności, który jest zbyt niski z perspektywy społeczeństwa.
Scenariusz Pustej Planety nie oznacza nagłej apokalipsy, którą znamy z filmów akcji klasy B. To raczej powolne zamieranie, murszenie pod wpływem spowalniającego rozwoju technologicznego. Bez zmiany kursu, nasze wnuki nie będą kolonizować Marsa; zamiast tego będą z trudem starały się utrzymać to, co stworzyliśmy my. To wizja potencjalnie bogatego, ale jednocześnie zamierającego świata. Przestaniemy być cywilizacją odkrywców, a staniemy się jednym wielkim muzeum.
Dziennik Gazeta Prawna, 17 września 2026 roku