Poszukiwacze zaginionej krzywej Philipsa

Poszukiwacze zaginionej krzywej Philipsa

Piotr Żoch

Krzywa Phillipsa to w swojej oryginalnej postaci zależność między bezrobociem a inflacją: niskiej stopie bezrobocia towarzyszy wysoka inflacja i vice versa. W okresach dobrej koniunktury sytuacja na rynku pracy skłania pracowników do domagania się podwyżek, a to z kolei przekłada się na wzrost cen.  Najpopularniejsza współczenie wersja tej zależności nosi nazwę nowokeynesistowskiej krzywej Phillipsa. Zgodnie z nią dzisiejsza inflacja zależy od oczekiwaniej jutrzejszej inflacji oraz od obecnej luki popytowej (czyli różnicy między faktycznym a potencjalnym poziomem PKB).

Jako argument za lub przeciwko istnieniu strukturalnej relacji między luką popytową a inflacją pokazuje się często wykres zaobserwowanej inflacji i jakiejś miary stopnia wykorzystania możliwości produkcyjnych gospodarki. Czasami, zwłaszcza gdy patrzymy na lata 50 czy 60,. chmura punktów układa się w klasyczną krzywą Phillipsa. To właśnie silna korelacja zaobserwowana w tym okresie sprawiła, że krzywa Phillipsa na stałe zagościła w wyobraźni niektórych ekonomistów i bankierów centralnych. Niekiedy jednak nie widać żadnej korelacji, a w niektórych okresach można wręcz dostrzec, że wysokiej inflacji towarzyszy wysokie bezrobocie. W szczególności, w ostatnich latach inflacja była stabilna i niska niezależnie od tempa wzrostu PKB. Czy oznacza to, że strukturalna zależność między inflacją a luką poptytową zniknęła albo wręcz w ogóle niewiele ma wspólnego z rzeczywistością?

Michael McLeay i Silvana Tenreyro (Bank Anglii) dobitnie pokazują, że wnioskowanie o istnieniu tej zależności przyczynowo skutkowej na podstawie korelacji inflacji i jakiejś miary luki popytowej wymaga szczególnej ostrożności. Wyobraźmy sobie świat z krzywą Phillipsa, w którym bank centralny jest świadomy tego, że może stymulować gospodarkę kosztem wyższej inflacji. W przypadku szoków podażowych pojawia się klasyczny dylemat: pozwolić na recesję czy dopuścić do szybszego tempa wzrostu cen? Gdy bank centralny ma za cel stabilizację inflacji i walkę z odchyleniami luki popytowej, to optymalna polityka polega na „opieraniu się wiatrowi”. W obliczu negatywnego szoku podażowego prowadzi to do wyższej inflacji i ujemnej luki popytowej. Korelacja między luką popytową a inflacją staje się ujemna i krzywa Phillipsa znika w danych. Nie oznacza to wcale, że przestała działać, wręcz przeciwnie – bank centralny umiejętnie wykorzystał tę zależność do optymalnej stabilizacji gospodarki.  Szoki popytowe pozwoliłyby nam zauważyć krzywą Phillipsa gdyż po prostu by nas po niej przesuwały, ale optymalna polityka pieniężna je zawsze w pełni neutralizuje.

Niewiele się to różni od wnioskowania na temat istnienia krzywej podaży na konkurencyjnym rynku na podstawie korelacji między zaobserwowanymi cenami i ilościami. Jeśli krzywa popytu nie zmienia swojego położenia a ceny i ilości zmieniają się w czasie jedynie przez przesunięcia krzywej podaży, to chmura punktów ułoży się w kształt odpowiadający krzywej popytu.

Szanse na zaobserowanie dodatniej korelacji między inflacją i luką popytową stają się zatem tym większe, im gorzej bank centralny radzi sobie ze stabilizacją gospodarki. Może tak się dziać, bo władze monetarne mają do dyspozycji jedynie niedoskonałe oszacowania luki popytowej albo jeśli z jakiegoś powodu nie neutralizują szoków popytowych. Przykładem tej ostatniej sytuacji jest unia monetarna: jej członkowie nie mogą prowadzić niezależnej polityki pieniężnej a wspólny bank centralny nie jest w stanie jednocześnie odpowiadać na lokalne szoki uderzające w poszczególnych członków unii.

McLeay i Tenreyro demonstrują znaczenie tego spostrzeżenia w odniesieniu do 28 obszarów metropolitarnych w Stanach Zjednocznych między 1990 a 2017 rokiem. To czas, w którym w Stanach Zjednoczonych trudno dostrzec krzywą Phillipsa na poziomie całego kraju. Oszacowania luki popytowej na poziomie obszarów metropolitarnych są niedostępne, więc McLeay i Tenreyro analizują korelację między stopą bezrobocia i zmianą wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w metropolii. Ich miara inflacji ma dodatkową zaletę bo nie uwzględnia cen żywności i energii, które w dużej mierze determinowane są przez czynniki podażowe. Znaczenie oczekiwań inflacyjnych w kształtowaniu zależności mięzy obecną inflacją a luką popytową jest obecnie dużo lepiej zrozumiane niż kiedy krzywa Phillipsa została pierwszy raz zaobserwowana w danych w latach 50. Dlatego, by wyizolować zależność między obecną inflacją a obecną stopą bezrobocia, McLeay i Tenreyro używają też danych ankietowych o oczekiwanej stopie wzrostu cen.

Korelacja między inflacją a bezrobociem na poziomie obszarów metropolitarnych okazuje się ujemna i statystycznie istotna. Sugeruje to, że zależność strukturalna, którą nazywamy krzywą Phillipsa wcale nie zniknęła, ale została po prostu zamaskowana przez umiejętną politykę pieniężną. 

 

Dziennik Gazeta Prawna - 7 października 2022 r

Tags: 
Tłoczone z danych